Spacer po pierogarni - Bydgoszcz Style

Spacer po pierogarni

Stary Młyn” to franczyza znanej i lubianej w regionie Pierogarni „Stary Toruń”. Pierogarnia „Stary Młyn” to miejsce niezwykłe. Już od wejścia wita nas tu nietypowy widok. Rolę tabliczki na drzwiach, informującej o godzinach pracy, pełni tam grawerowany wałek…

A i zapisane na nim słowa przykuwają uwagę. Restauracja jest czynna od 11:03 do 22:57. Nietypowo? Tak miało właśnie być.

- Wałek symbolizować ma to, co dzieje się w kuchni. Chcemy w ten sposób zasygnalizować gościom, że nasze pierogi robione są ręcznie, a nie maszynowo lub kupowane w marketach. Prosta rzecz, za którą kryje się istotny komunikat – tłumaczy Grażyna Bohuszewicz, właścicielka restauracji.

Po przekroczeniu progu lokalu przy Poznańskiej trafiamy do przytulnej izdebki, w której wita nas uśmiechnięta obsługa. W tygodniu jest to zadanie kelnera, który wskazuje gościom wolne stoliki i zbiera zamówienia, w weekendy zaś do tej roli zostaje oddelegowana specjalnie jedna osoba, odpowiadająca jednocześnie ze rezerwacje.

Spacer po pierogarni

- W soboty i niedziele zdarza się, że mamy pełne obłożenie, zapisujemy więc przybyłych na listę oczekujących i oddzwaniamy, gdy stolik się zwalnia. Teraz jest już jednak po wakacjach, ten ruch powinien być już trochę mniejszy - mówi szefowa „Starego Młyna”.

Gdy już przywitaliśmy się z obsługą, możemy poświęcić chwilę na podziwianie wnętrza. A jest na co spoglądać. Wnętrze pierogarni zostało dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Naprzeciw wejścia o ścianę opiera się młyńskie koło i worek na zboże, ściany zdobią malowidła przedstawiające motywy związane z Bydgoszczą, a w powietrzu wciąż unosi się zapach świeżego drewna. Nad stolikami zaś widnieje tabliczka z napisem „Sień”, każde miejsce w lokalu ma bowiem swoją staropolską nazwę.

- Niektórzy myślą, że mamy tylko te pięć stolików i na tym kończy się lokal. Ale gdy wejdą głębiej, co chwilę słychać zdziwione okrzyki, gdy odkrywają kolejne poziomy i pomieszczenia - śmieje się Grażyna Bohuszewicz.

Spacer po pierogarniWchodząc w głąb „Starego Młyna” mijamy księgę życzeń, w której goście spisują swoje wrażenia z wizyty w lokalu. Jak na to, że lokal działa dopiero od czerwca, wpisów jest już całkiem sporo, a najnowszy głosi „Bardzo pyszne, będziemy przychodzić częściej”.

W kilku krokach dostajemy się też na „Ganek”, czyli taras, z którego rozpościera się malowniczy widok na Wyspę Młyńską. To ulubiony punkt wielu bydgoszczan, którzy w wakacje przychodzili tu tłumnie, by przy kolacji posłuchać muzyki dochodzącej z pobliskiej muszli koncertowej.

Spacer po pierogarni

Gdy już minęliśmy taras, schodzimy po schodach do „Wielkiej Izby”, najbardziej przestronnej części pierogarni. Znajduje się tu bar, za którym skrywa się kuchnia, serce „Starego Młyna”. To tam przygotowywane są wszystkie dania, na czele z pierogami, których w menu jest bez liku.

Ogólnie mamy trzy gatunki: mięsne, wegetariańskie i na słodko, a do każdego szeroki wachlarz farszów. Do tego mogą być podawane z pieca, wody, kruche… Dla każdego coś się znajdzie! - zapewnia właścicielka.

Spacer po pierogarni

Koło baru jest „Izdebka Wyczółkowskiego”, mała salka nazywana też żartobliwie kącikiem zakochanych. To ustronne miejsce sąsiadujące przez ścianę z kuchnią, w którym osoby poszukujące więcej prywatności mogą uciec od gwaru panującego w głównej części restauracji. Za izbą natomiast skrywa się jeszcze „Piwniczka” łącząca ze sobą trzy salki, wspomnianą „Izdebkę Wyczółkowskiego”, „Spichlerz” oraz „Zapiecek”, sala z rzutnikiem, w której organizowane są spotkania biznesowe oraz zamknięte imprezy do 30 osób.

Z „Wielkiej Izby, Piwniczki oraz Przedsionka” idzie się dostać do „Schowanka”, jak i „Składzika zapasów” czyli pomieszczeń gospodarczych, oraz kilku „Wygódek”. Grażyna Bohuszewicz śmieje się, że już nie raz goście poszukujący toalety zamiast do „Wygódki” pukali do „Drewutni”, czyli…

- Jeszcze wiele osób się myli i wchodzi do naszego biura, ale nam to nie przeszkadza. Taka jest idea „Pierogarni”, by było oryginalnie i jeszcze trochę czasu minie, nim goście się przyzwyczają do naszych nazw.

Schodząc piętro niżej trafiamy do ostatniej, najbardziej wysuniętej na północ części „Przedsionka”. Przez oszkloną ścianę widać stąd co dzieje się na Wyspie Młyńskiej, a przez wkomponowaną w taflę „Czmychalnię” można w dwóch krokach znaleźć się na deptaku nad Młynówką, w samym sercu Bydgoskiej Wenecji.

Na początek roku akademickiego: wszyscy studenci, a także uczniowie z ważną legitymacją otrzymają 11% zniżki na całe menu od poniedziałku do piątku.

Więcej na:

Spacer po pierogarni

Materiały: Pierogarnia Stary Młyn

Poprzedni artykuł
Następny artykuł